W SIFE być (prezesem), czyli od starożytnego Egiptu do przedsiębiorczości Rozmowa z Dariuszem Szymkiewiczem – prezesem SIFE, studentem studiów niestacjonarnych na kierunku Zarządzanie, specjalność logistyka; podczas konferencji „Reklama i PR na rozdrożu?” (17 XI 2007) wygłosił referat dotyczący merchandisingu.
Michał Staniszewski: Od kilku miesięcy jest Pan prezesem SIFE –
Studenci dla Przedsiębiorczości. Jak z tej perspektywy wygląda SIFE i
studia w Wyższej Szkole Zarządzania i Bankowości w Poznaniu?
Dariusz Szymkiewicz: Odnośnie do organizacji SIFE, to przede
wszystkim wyraźny stał się dla mnie podział na akcje długoterminowe i
jednorazowe. Do tych pierwszych należy np. współpraca z Domem Dziecka w
Bninie koło Kórnika. Do jednorazowych należał „Młody Biznesmen”.
Autorką i koordynatorką tego projektu była Angela Mikołajczuk. Przy
projektach długoterminowych niezbędny jest plan opracowany z
kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.
Oczywiście obraz SIFE tworzą wszystkie te projekty i każdy z nich jest
– z jakiegoś powodu – ważny. Liczy się inicjatywa, pomysł, chęć
stworzenia czegoś od podstaw.
Na działalność Uczelni patrzę niewątpliwie z perspektywy SIFE i
doceniam wszelką pomoc okazywaną nam przy realizacji projektów.
Korzystne jest także to, że jesteśmy – jako członkowie SIFE –
rozpoznawani przez władze Uczelni, przedstawicieli różnych działów. Mam
jednak świadomość, że trzeba być aktywnym przez cały rok akademicki,
nie można poprzestać na jednej akcji. Jeżeli student się uczy, zależy
mu na osiągnięciu dobrych wyników, to w naszej Uczelni nie będzie miał
problemów.
M. S.: Będąc prezesem SIFE, nie zajmuje się Pan wszystkimi
projektami równocześnie. Czy może Pan przybliżyć ten, któremu poświęca
Pan najwięcej czasu?
D. Sz.: Razem ze Zbyszkiem
Grudziakiem i Marcinem Wojdanem przygotowaliśmy projekt skierowany do
młodych ludzi, którzy najbardziej potrzebują pomocy. Zajęliśmy się
Domem Dziecka w Bninie, a konkretnie tymi młodymi ludźmi, 17- czy
18-letnimi, którzy opuszczają Dom Dziecka. Dla nas okazało się to
zderzeniem z problemami, z których często nie zdajemy sobie sprawy. Na
początku trudno było nam zbudować porozumienie, trudno prowadziło się
zajęcia. Postanowiliśmy jednak traktować ich bardziej jako rówieśników,
osoby, które wspólnie z nami coś robią.
Już po 4-5 spotkaniach zaczęło to przynosić efekty, pojawiło się z ich
strony zainteresowanie, chęć współpracy. Zadawali też pytania dotyczące
np. wynajęcia mieszkania, urzędów pracy, różnych funduszy. Jest tam
młody uzdolniony człowiek, który ciekawie rysuje. Nasz stosunek też
zmieniał się przez te spotkania: od podejścia do całej grupy do coraz
bardziej indywidualnego traktowania. Mam nadzieję, że wychowankowie
Domu Dziecka w Bninie skorzystają w najbliższych miesiącach i latach ze
zdobytej wiedzy i umiejętności.
Te dwa projekty wykorzystamy też podczas konkursu ogólnopolskiego SIFE, który odbędzie się 12 maja.
M. S.: Czy wykładowcy pomagają w realizacji tych projektów?
D. Sz.:
Staramy się jak najwięcej robić sami, bo przecież tak kształtuje się w
nas przedsiębiorczość. Jednak pomoc z wielu stron jest nam niezbędna, w
tym oczywiście wykładowców. Na co dzień wsparciem jest dla nas Pani
Maria Skibniewska, od wielu lat opiekun SIFE.
Przy projekcie „Młody Biznesmen” pomogli nam prorektor, dr Ryszard
Orliński i dziekan Wydziału Zarządzania, dr Ryszard Groszak, którzy na
końcowym spotkaniu z gimnazjalistami poprowadzili w intrygujący sposób
wykłady.
M. S.: W ubiegłym roku pracował Pan w firmie językowej. Jak Pan wspomina to doświadczenie zawodowe?
D. Sz.:
Pracowałem w firmie językowej, która zajmowała się dość
niekonwencjonalną formą prowadzenia zajęć. Wykorzystywaliśmy specjalne
okulary, za pomocą których przyswaja się wiedzę. Byłem koordynatorem
regionalnym ds. sprzedaży. Organizowałem w różnych miastach kursy
językowe. Zajmowałem się promocją tych akcji w fazie początkowej.
Kontaktowałem się z mediami (prasa, radio, telewizja), zamieszczałem
np. materiały reklamowe w prasie. Kontaktowałem się również z urzędem
miasta lub gminy, by zorientować się, czy można liczyć na wsparcie tych
instytucji w naszych działaniach. W późniejszej fazie kontaktowałem się
też z innymi instytucjami, np. z ZUS-em, z instytucjami oświatowymi i
większymi firmami.
Później zostałem studentem bezrobotnym, zależało mi jednak na
skoncentrowaniu się w tym czasie wyłącznie na nauce, a w konsekwencji
także na stypendium naukowym. Obecnie zastanawiam się jednak nad
wyborem jednej z dwóch możliwości zatrudnienia: jako przedstawiciel
medyczny w firmie, która zajmuje się dystrybucją książek w języku
angielskim wśród studentów zagranicznych, wiąże się to także z
organizowaniem akcji marketingowych, oraz jako spedytor międzynarodowy
w firmie transportowej. Skłaniam się ku tej drugiej możliwości,
zwłaszcza że ma to bezpośredni związek z moimi studiami. W ten sposób
jednocześnie będę realizował praktyki studenckie.
M. S.: Czy Pana „kariera” studencka wiąże się tylko z WSZiB w Poznaniu?
D. Sz.:
Początkowo próbowałem dostać się na studia w Akademii Medycznej na
kierunek farmacja. Zabrakło mi 5% z matury. Później byłem na Akademii
Ekonomicznej, na kierunku towaroznawstwo, który jednak nie był związany
z moimi zainteresowaniami. W marcu zrezygnowałem z tych studiów i
postanowiłem raz jeszcze spróbować zdać na farmację. Niestety, po raz
drugi się nie dostałem. Ostatecznie postanowiłem jednocześnie zdobywać
wiedzę i pracować. Zacząłem studia w Wyższej Szkole Zarządzania i
Bankowości.
M. S.: Co robi prezes SIFE, gdy nie przygotowuje kolejnego projektu, a do sesji jest jeszcze daleko?
D. Sz.:
Pociąga mnie starożytny Egipt, aura tajemnicy z nim związana, choć nie
chciałbym być archeologiem. Interesowałem się też religiami Wschodu,
buddyzmem i japońską odmianą Zen, a także Indiami.
Podejmowane przeze mnie próby pisarskie wiązały się z poezją, część wierszy publikowałem w Internecie (Fabrica Librorum); przed maturą próbowałem pisać książkę,
ale skończyło się na dwudziestu stronach. Są jednak w szufladzie. Nie
wykluczam, że kiedyś jeszcze do niej zajrzę.
Poznań, marzec 2008 r.
